Mimo wielu ciekawostek w mieście (Kijów to często powrót do polskich lat 90-tych), to mój dzień był dość schematyczny. Przyjemnie schematyczny.

Pobudka ok. 7. Śniadanie. Praca do południa. Obiad. Miasto. Kolacja. Praca. Sen ok północy.

Życie w Kijowie dla polskiej kieszeni to jak dostać conajmniej 50% rabatu na wszystko. Na cały kraj. Na każdą knajpę czy sklep. Ludzie mili, uśmiechnięci, lecz zmartwieni nadciągającym wojskiej rosyjskim ze wschodu (co polska telewizja skrzętnie pomija).

Praca w pokoju hotelowym, cóż, po prostu wygodna, ponieważ miałem biurko. Praca w terenie była ograniczona jedynie do telefonu (7-calowy Huawei Mediapad X2), czyli e-maile i czat firmowy. Powerbank zawsze mam ze sobą, lecz przydał mi się tylko raz do naładowania kamerki (używam Yi Action Cam).

Czas wracać do domu.

Paka.